Samotność mężczyzn w XXI wieku – cichy kryzys emocjonalny

samotność
Podziel się z innymi

Jest takie pytanie, które zadaję w gabinecie dość często, a które u mężczyzn zaskakująco regularnie wywołuje moment ciszy. Brzmi niewinnie: „Z kim mógłby Pan o tym porozmawiać, poza naszą terapią?”. U wielu kobiet odpowiedź pada od razu – siostra, przyjaciółka, koleżanka z pracy. U wielu mężczyzn zapada namysł, a potem coś w rodzaju zdziwienia własnym odkryciem: „No właśnie… chyba z nikim”.

Bywa, że to mężczyźni o pełnym życiorysie – z żoną, dziećmi, firmą, „mnóstwem znajomych”. A jednak nie ma w ich życiu ani jednej osoby, której powiedzieliby prawdę o tym, że się boją albo że sobie nie radzą.

Ten wzorzec powtarza się na tyle często, że dawno przestałem traktować go jako zbiór indywidualnych historii. Samotność mężczyzn rzadko wygląda jak samotność z obrazów, czyli nie jest pustym mieszkaniem ani brakiem ludzi wokół. Częściej jest brakiem jednej osoby, której można powiedzieć prawdę o sobie. I co najważniejsze, jest cicha. Nie krzyczy, nie domaga się uwagi, maskuje się zmęczeniem, rozdrażnieniem czy nadmiarem pracy. Dlatego nazywam ją cichym kryzysem emocjonalnym. Rozgrywa się on w milczeniu, a jego skutki widać dopiero wtedy, gdy jest już naprawdę źle.

Samotność to nie to samo co bycie samemu

Zanim przejdę do mężczyzn, muszę rozprawić się z pewnym nieporozumieniem, bo bez niego cała reszta się rozmywa. W psychologii rozróżnia się dwie rzeczy, które potoczny język myli: izolację społeczną i samotność. Izolacja to fakt obiektywny, tzn. ile osób mamy wokół, jak gęsta jest nasza sieć kontaktów. Samotność to odczucie subiektywne, czyli rozbieżność między relacjami, których pragniemy, a tymi, które realnie mamy. Można być otoczonym ludźmi i czuć się dotkliwie samotnym, i można mieszkać samemu, nie cierpiąc z tego powodu wcale.

To rozróżnienie jest kluczowe akurat w przypadku mężczyzn, bo, jak za chwilę pokażę, ich problemem często nie jest brak ludzi wokół (izolacja), lecz brak relacji o określonej jakości (samotność mimo towarzystwa). Mężczyzna z licznym gronem kolegów od piwa i pełnym kalendarzem spotkań może być równie samotny jak ten, który siedzi sam w pustym mieszkaniu. Tylko trudniej to u niego dostrzec, także jemu samemu.

Czy mężczyźni naprawdę są bardziej samotni?

Tu uczciwość badawcza nakazuje ostrożność, bo temat obrósł w mit „epidemii samotności mężczyzn”. Największa jak dotąd metaanaliza różnic płciowych, obejmująca blisko 400 tysięcy osób, wykazała, że uśredniona różnica między mężczyznami a kobietami w poczuciu samotności jest bliska zeru (Maes et al., 2019). Polskie dane idą w tę samą stronę: z komunikatu CBOS „Więzi społeczne A.D. 2024” wynika, że samotność „bardzo często” lub „zawsze” doskwiera najczęściej najmłodszym (18–34 lata) i nieco częściej kobietom niż mężczyznom (CBOS, 2024). Gdybym więc twierdził, że mężczyźni jako grupa czują się bardziej samotni, mijałbym się z danymi.

Skąd zatem przekonanie, że mamy do czynienia z męskim problemem? Stąd, że różnica nie leży w natężeniu uczucia, lecz w strukturze relacji i w tym, do czego ta struktura prowadzi. I to właśnie tę różnicę, realną i policzalną, chcę pokazać.

Architektura męskiej przyjaźni

Psychologia relacji opisuje dwa style przyjaźni, których nazwy świetnie oddają sedno. Przyjaźnie kobiet bywają określane jako „twarzą w twarz” (face to face), a przyjaźnie mężczyzn jako „ramię w ramię” (side by side). Jest to sformułowanie zaproponowane przez Wrighta (1982) i wielokrotnie potem potwierdzane. Metaanaliza oczekiwań wobec przyjaźni wykazała, że kobiety istotnie silniej niż mężczyźni cenią w przyjaźni wspólnotę emocjonalną, a w tym samoujawnianie i intymność, podczas gdy mężczyźni wyżej stawiają wymiar sprawczościowy i wspólne działanie (Hall, 2011). Upraszczając: kobiety częściej budują bliskość przez rozmowę, mężczyźni przez wspólne robienie czegoś, gdzie uwaga skupia się na zadaniu, a nie na sobie nawzajem.

Ten styl nie jest gorszy. Ma swoje zalety np. męskie przyjaźnie bywają mniej kruche, mniej obciążone oczekiwaniem nieustannego kontaktu. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy aktywność znika. Dopóki istnieje wspólny kontekst, tj. drużyna, studia, firma – relacja trwa. Kiedy kontekst się kończy, przyjaźń często kończy się razem z nim, bo nie była podtrzymywana niczym poza nim. Dlatego tak wielu mężczyzn po czterdziestce odkrywa nagle, że krąg towarzyski rozpłynął się niemal niezauważalnie, a oni nie bardzo wiedzą, jak zbudować bliskość bez pretekstu w postaci wspólnego zajęcia.

Jest jeszcze jeden, moim zdaniem najważniejszy, element tej układanki. Skoro mężczyźni rzadziej budują bliskość przez zwierzanie się przyjaciołom, to gdy w ogóle mają komu powierzyć rzeczy najtrudniejsze, rolę tę pełni najczęściej partnerka. Emocjonalne wsparcie wielu mężczyzn opiera się więc na jednym filarze. Dopóki ten filar stoi, konstrukcja się trzyma. Ale rozwód, rozstanie czy śmierć partnerki nie odbierają wtedy mężczyźnie jednej z wielu relacji – odbierają mu jedyny kanał, którym docierał do własnych emocji i do drugiego człowieka.

W polskich realiach ten mechanizm bywa dodatkowo zaostrzony przez sytuację po rozwodzie: to matki znacznie częściej niż ojcowie sprawują codzienną opiekę nad dziećmi, więc rozstanie pozbawia wielu mężczyzn nie tylko partnerki, lecz także codziennego kontaktu z dziećmi, a wraz z nim sporej części tożsamości i poczucia przynależności. Kiedy w gabinecie słyszę o mężczyźnie, który „po rozwodzie się posypał”, niemal zawsze okazuje się, że jego cała sieć wsparcia mieściła się wcześniej w jednej osobie.

Warto dodać tło, na którym to wszystko się rozgrywa. Amerykańskie badania nad przyjaźnią pokazują, że w ciągu trzech dekad odsetek mężczyzn mających co najmniej sześciu bliskich przyjaciół spadł z 55% do 27%, a odsetek tych bez ani jednego bliskiego przyjaciela wzrósł pięciokrotnie z 3% do 15% (Cox, 2021). Mechanizm jest uniwersalny: im węższa sieć i im bardziej oparta wyłącznie na partnerce, tym bardziej mężczyzna jest narażony, gdy ta jedna relacja się zachwieje.

Dlaczego samotność boli?

Skoro mężczyźni nie deklarują więcej samotności, można by zapytać: czy to w ogóle problem? Odpowiedź daje ewolucyjna teoria samotności Johna Cacioppo, jedno z najważniejszych ujęć w tej dziedzinie. Według niej samotność działa jak ból społeczny tzn. jest sygnałem alarmowym, dokładnie tak jak ból fizyczny ostrzega przed uszkodzeniem ciała. Dla naszych przodków odłączenie od grupy oznaczało śmiertelne zagrożenie, więc ewolucja wyposażyła nas w nieprzyjemne uczucie, które ma jeden cel: zmotywować do odnowienia więzi (Cacioppo & Cacioppo, 2018).

Problem w tym, że ten sam mechanizm, który chronił człowieka w sawannie, w przewlekłej formie zaczyna szkodzić. Cacioppo wykazał, że długotrwała samotność uruchamia reakcję charakterystyczną dla chronicznego stresu: nasila stan zapalny w organizmie, wyostrza czujność na społeczne zagrożenia i zaburza regulację emocji. Samotny człowiek zaczyna nieświadomie odbierać innych jako zagrożenie, staje się bardziej nieufny i drażliwy, co odpycha ludzi i pogłębia izolację. To samonapędzająca się spirala, w której sygnał mający przywrócić więź zaczyna ją uniemożliwiać.

I tu pojawia się kluczowa subtelność: samotność to nie depresja, choć łatwo je pomylić. Badania Cacioppo pokazują, że są to powiązane, lecz odrębne stany. Samotność jest raczej czynnikiem ryzyka, który depresję poprzedza i napędza, niż jej objawem. To ważne, bo mężczyzna, który „nie czuje się przygnębiony, tylko jakoś pusto i bez sensu”, często odrzuca etykietę depresji, a jednocześnie tkwi w przewlekłej samotności, która powoli go wyniszcza.

Że nie chodzi o metaforę, pokazują twarde dane medyczne. Klasyczna metaanaliza obejmująca setki tysięcy osób wykazała, że słabe więzi społeczne podnoszą ryzyko przedwczesnej śmierci w stopniu porównywalnym z dobrze znanymi czynnikami ryzyka, takimi jak palenie czy otyłość (Holt-Lunstad et al., 2015). Samotność wiąże się z podwyższonym ryzykiem chorób serca i udaru. Ujmę to wprost, bo tu nie ma miejsca na łagodzenie: przewlekła samotność jest sprawą zdrowia, a nie tylko nastroju i właśnie dlatego mężczyzna, który ją u siebie bagatelizuje, ryzykuje znacznie więcej, niż mu się wydaje.

Co można z tym zrobić?

Skoro problemem jest jakość i struktura relacji, a nie sama liczba ludzi wokół, to i wskazówki muszą celować właśnie w to. Poniższe kroki nie są obietnicą szybkiej zmiany, ale każdy z nich jest wykonalny.

Po pierwsze, zdejmij cały ciężar z jednego filaru. Jeśli całe Twoje wsparcie emocjonalne opiera się na partnerce, to obciążenie dla związku i ryzyko dla Ciebie. Nie chodzi o to, by kochać ją mniej, lecz by mieć dokąd pójść z tym, czego nie chcesz albo nie możesz złożyć wyłącznie na jej barki. Jedna, dwie dodatkowe relacje, w których wolno powiedzieć coś prawdziwego, zmieniają całą architekturę.

Po drugie, użyj „ramienia w ramię” jako pomostu, nie jako mety. Nie musisz zaczynać od zwierzeń przy kawie, to nie jest naturalny dla większości mężczyzn punkt startu. Zacznij od wspólnej, regularnej aktywności, bo to na jej gruncie męska bliskość rośnie najłatwiej. Ale potraktuj ją jako rusztowanie: badania pokazują, że to właśnie podczas wspólnego działania pojawiają się momenty, w których łatwiej powiedzieć coś osobistego. Sztuka polega na tym, by z tych momentów korzystać, a nie je omijać.

Po trzecie, postaw na regularność, nie na intensywność. Relacje karmią się powtarzalnością. Cotygodniowe bieganie z kolegą zbuduje więź skuteczniej niż jedno wylewne spotkanie raz w roku. Wpisz kontakt z ludźmi w kalendarz tak samo, jak wpisujesz obowiązki, nie dlatego, że to chłodna kalkulacja, lecz dlatego, że to, co nie jest zaplanowane, w dorosłym życiu zwykle nie istnieje.

Po czwarte, traktuj samotność jak sygnał, a nie jak wstyd. Skoro samotność jest formą bólu społecznego, to znaczy, że – jak każdy ból – niesie informację, a nie wyrok. Mówi: „brakuje Ci więzi, zrób z tym coś”. Przeczytanie jej w ten sposób zdejmuje z niej piętno słabości. Nie jesteś „kimś, kto sobie nie radzi”, jesteś człowiekiem, którego organizm robi dokładnie to, do czego został stworzony.

Po piąte, rozważ profesjonalne wsparcie, zanim zrobi się źle. Gabinet psychoterapeuty bywa dla mężczyzny pierwszym miejscem, gdzie ćwiczy mówienie o sobie tj. umiejętność, którą potem przenosi na relacje poza nim. To nie jest rozwiązanie ostateczne dla „przypadków beznadziejnych”, lecz całkiem zwyczajne narzędzie odbudowy więzi. Masz również możliwość uzyskania wsparcia profesjonalnego na warsztatach dla mężczyzn lub, często nieprofesjonalnego a bardzo znaczącego, w męskich kręgach.

Na koniec rzecz najważniejsza. Jeśli samotność przerodziła się w stan, w którym pojawiają się myśli rezygnacyjne lub myśli o odebraniu sobie życia, nie zostawaj z tym sam ani przez chwilę. W Polsce całodobowo działa Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym (800 70 2222) oraz telefon zaufania dla dorosłych (116 123). W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń pod numer 112. Sięgnięcie po pomoc w takim momencie nie jest słabością, jest najodważniejszą rzeczą, jaką można zrobić.

Cisza, którą warto przerwać

Samotność mężczyzn jest cicha, bo nie wynika z braku ludzi, który łatwo zauważyć, lecz z braku więzi określonej jakości, który długo pozostaje niewidoczny. Mężczyzna może mieć pełen kalendarz i szerokie grono znajomych, a mimo to nie mieć nikogo, komu powie prawdę o sobie. To nie jest słabość charakteru, to przewidywalny efekt tego, jak uczymy chłopców budować relacje i na czym opieramy ich poczucie wartości.

Dobra wiadomość jest taka, że struktura relacji nie jest wyryta w kamieniu. Da się ją przebudować, nie przez jeden heroiczny gest, lecz przez drobne, powtarzalne decyzje: jeden telefon więcej, jedna wspólna aktywność, jedno zdanie powiedziane szczerze zamiast „wszystko w porządku”. W mojej pracy widziałem wielu mężczyzn, którzy tę drogę przeszli. Zaczynali zwykle od jednej rzeczy: od uznania, że cisza wokół nich nie jest naturalnym stanem, lecz problemem, który wolno i warto rozwiązać.

Bibliografia

Cacioppo, J. T., & Cacioppo, S. (2018). Loneliness in the modern age: An evolutionary theory of loneliness (ETL). W J. M. Olson (red.), Advances in Experimental Social Psychology (t. 58, s. 127–197). Academic Press.

CBOS. (2024). Więzi społeczne A.D. 2024 (Komunikat z badań nr 115/2024; oprac. B. Badora). Centrum Badania Opinii Społecznej.

Cox, D. A. (2021). The state of American friendship: Change, challenges, and loss. Survey Center on American Life.

Hall, J. A. (2011). Sex differences in friendship expectations: A meta-analysis. Journal of Social and Personal Relationships, 28(6), 723–747.

Holt-Lunstad, J., Smith, T. B., Baker, M., Harris, T., & Stephenson, D. (2015). Loneliness and social isolation as risk factors for mortality: A meta-analytic review. Perspectives on Psychological Science, 10(2), 227–237.

Maes, M., Qualter, P., Vanhalst, J., Van den Noortgate, W., & Goossens, L. (2019). Gender differences in loneliness across the lifespan: A meta-analysis. European Journal of Personality, 33(6), 642–654.

Wright, P. H. (1982). Men’s friendships, women’s friendships and the alleged inferiority of the latter. Sex Roles, 8(1), 1–20.

Podziel się z innymi