Magiczne myślenie i działanie a dobrostan

działanie magiczne
Podziel się z innymi

Ktoś, kto na co dzień szydzi z wiary w horoskopy, przed ważną prezentacją i tak sięga po ten sam długopis co zawsze. Ktoś inny, z tytułem doktora nauk ścisłych, obchodzi drabinę szerokim łukiem, nawet jeśli w tej samej rozmowie potrafi wyjaśnić, dlaczego to bez znaczenia. Na tym polega paradoks myślenia magicznego: nie jest domeną ludzi naiwnych czy słabo wykształconych.

Risen (2016) ujmuje to wprost, pisząc, że myślenie magiczne nie jest niczym nadzwyczajnym, tylko zaskakująco zwyczajnym elementem umysłu również osób inteligentnych, wykształconych i psychicznie stabilnych. Według jej modelu ludzie często rozpoznają w danej chwili, że dane przekonanie nie ma sensu, a mimo to pozwalają mu sterować zachowaniem. Ten proces nazywa przyzwoleniem (acquiescence): błąd zostaje wykryty, ale nieskorygowany.

Z badania CBOS (2018) przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków wynika, że ponad połowa, 54%, wierzy w przynajmniej jeden z dziesięciu przesądów. Najpopularniejsze jest trzymanie kciuków na szczęście, do którego przyznaje się 33% badanych, dalej stłuczone lustro jako zapowiedź pecha (26%), spotkanie kominiarza (23%) oraz czterolistna koniczyna (22%). Piąta czynność, dotycząca czarnego kota przebiegającego drogę i podania ręki przez próg, zbiera po 20% wskazań. Liczby te nie są dowodem na powszechną naiwność. Są dowodem na to, że myślenie magiczne to zjawisko psychologiczne warte tego samego rygoru, co inne mechanizmy poznawcze, a nie kulturowy relikt, z którego wyrasta się wraz z wykształceniem.

Czym właściwie jest myślenie magiczne?

Psychologia poznawcza definiuje myślenie magiczne dość precyzyjnie, jako przypisanie cechom jednej kategorii ontologicznej właściwości innej kategorii. Risen (2016) podaje przykład: błędne przekonanie, że pingwin potrafi latać, jest zwykłą pomyłką faktograficzną, natomiast przekonanie, że nasza myśl może „polecieć” i wpłynąć na odległe zdarzenie, jest już przekonaniem magicznym, bo miesza kategorię myśli z kategorią przyczyn fizycznych. Lindeman i Aarnio (2007) rozwinęły tę definicję w spójny model, pokazując na próbie badanych, że osoby przesądne akceptują więcej takich pomieszań kategorii, dotyczących zjawisk fizycznych, psychicznych i biologicznych, niż osoby sceptyczne. To rozróżnienie porządkuje pole, które bywa nazywane przesądem, zabobonem albo wiarą paranormalną, choć psychologicznie sprowadza się do tego samego mechanizmu.

Za mechanizm ten odpowiada w dużej mierze to, co w modelach dwuprocesowych określa się jako system pierwszy: szybkie, automatyczne, skojarzeniowe przetwarzanie informacji, które generuje intuicje przyczynowe zanim włączy się wolniejsza, refleksyjna kontrola. Risen (2016) pokazuje, że myślenie magiczne nasila się właśnie wtedy, gdy zasoby poznawcze są ograniczone, na przykład pod obciążeniem poznawczym, ponieważ system drugi, odpowiedzialny za korektę błędnych intuicji, ma wtedy mniej mocy przerobowej. To dlatego wykształcenie samo w sobie nie chroni przed przesądem: chroni raczej przed przyznaniem się do niego, a nie przed jego powstaniem.

Tytuł tego tekstu nieprzypadkowo mówi o myśleniu i działaniu osobno, bo dane pokazują, że to dwie różne warstwy zjawiska, które w praktyce mocno się rozjeżdżają. CBOS (2018) policzył nie tylko deklarowaną wiarę, ale też same zachowania, i różnica jest uderzająca: podczas gdy w co najmniej jeden przesąd wierzy 54% badanych, to aż 83% przyznaje się do wykonywania choć jednej przesądnej czynności. Wśród osób, które wprost deklarują brak wiary w jakikolwiek przesąd, 59% i tak trzyma kciuki komuś na szczęście, 36% puka w niemalowane drewno, a 34% dmucha na znalezioną monetę. Ani nie wierzy, ani nie praktykuje żadnej z tych czynności zaledwie 15% badanych. To właśnie mechanizm, który Risen (2016) nazywa przyzwoleniem: przekonanie zostaje odrzucone na poziomie deklaracji, a ciało i nawyk dalej wykonują gest, bo koszt jego wykonania jest bliski zeru, a potencjalna strata z jego zaniechania, choćby subiektywnie znikoma, wciąż bywa odczuwana jako realna.

Po co nam kontrola, której nie mamy?

Jeśli myślenie magiczne jest tak rozpowszechnione, musi pełnić jakąś funkcję. Najlepiej potwierdzoną w badaniach jest przywracanie poczucia kontroli w sytuacjach, w których realnej kontroli brakuje. Whitson i Galinsky (2008) w serii sześciu eksperymentów wykazali, że osoby, którym eksperymentalnie odebrano poczucie kontroli, częściej dostrzegały wzory tam, gdzie ich nie było: widziały obrazy w szumie wizualnym, doszukiwały się nieistniejących korelacji w danych giełdowych, były bardziej podatne na teorie spiskowe i częściej deklarowały przesądy. Co istotne, tendencja ta słabła, gdy uczestnicy mieli wcześniej okazję potwierdzić ważne dla siebie wartości, czyli gdy odzyskiwali poczucie sprawczości inną drogą. Autorzy zmierzyli też bezpośrednio potrzebę struktury, rozumianą jako względnie trwałą skłonność do preferowania przewidywalności i jasnych reguł nad niejednoznacznością, i wykazali, że to ona częściowo pośredniczy w związku między brakiem kontroli a doszukiwaniem się wzorców tam, gdzie ich nie ma. Wygląda więc na to, że mózg, pozbawiony realnej kontroli, woli złudny porządek niż uznany chaos, a siła tej preferencji zależy od tego, jak bardzo z natury nie znosimy nieprzewidywalności.

Podobny mechanizm opisał Keinan (1994) w badaniu przeprowadzonym w wyjątkowych okolicznościach, wśród 174 izraelskich cywilów w trakcie wojny w Zatoce Perskiej. Osoby mieszkające na terenach narażonych na ataki rakietowe deklarowały istotnie więcej myślenia magicznego niż osoby z terenów bezpiecznych, a efekt ten był silniejszy u osób o niskiej tolerancji niejednoznaczności. Innymi słowy, stres sam w sobie nie tłumaczy wszystkiego. Liczy się jeszcze to, jak dobrze dana osoba znosi sytuacje niejasne i nierozstrzygnięte. W kolejnym badaniu Keinan (2002) pokazał, że częstość zachowań przesądnych pod wpływem stresu rośnie przede wszystkim u osób z silną potrzebą kontroli, co potwierdza, że przesąd nie jest tu przypadkowym dodatkiem do lęku, tylko strategią radzenia sobie z nim, uruchamianą selektywnie.

Czy przesądy naprawdę pomagają?

Skoro myślenie magiczne bywa reakcją na brak kontroli, można zapytać, czy przynosi realne, mierzalne korzyści, a nie tylko subiektywną ulgę. Odpowiedzi dostarcza seria eksperymentów Damisch i współpracowników (2010). Uczestnicy, którym przed zadaniem powiedziano, że mają „szczęśliwą piłkę golfową”, wbijali więcej puttów niż grupa kontrolna korzystająca z identycznej piłki. Podobny wzorzec powtórzył się w zadaniach na zręczność manualną, pamięć oraz w anagramach, a aktywacja przesądu związanego ze szczęściem, poprzez powiedzenie w rodzaju „trzymam kciuki” albo przyniesiony przez uczestnika talizman, za każdym razem poprawiała wyniki. Autorzy wykazali też mechanizm pośredniczący: przesąd podnosił poczucie własnej skuteczności, to przekonanie zaś przekładało się na wytrwałość w zadaniu i lepszy wynik końcowy. Innymi słowy, szczęśliwy but czy zabobonny gest przed egzaminem nie zmienia rzeczywistości fizycznej, ale zmienia to, ile wysiłku i przekonania o sensowności wysiłku wnosimy w zadanie, a to już przekłada się na realny rezultat.

Rytuały, strata i żałoba

Blisko myślenia magicznego leży rytuał, czyli działanie ustrukturyzowane, powtarzalne i pozbawione bezpośredniego związku przyczynowego z celem, jaki ma osiągnąć. Norton i Gino (2014) w trzech eksperymentach badali, jak rytuały wpływają na przeżywanie straty, po śmierci bliskiej osoby, po rozstaniu i po przegranej na loterii. Osoby, które opisywały rytuał wykonany po stracie albo którym przydzielono nowy, wcześniej nieznany rytuał do wykonania, zgłaszały niższy poziom smutku niż osoby z grupy kontrolnej, a mediatorem tej zależności okazało się przywrócone poczucie kontroli. Co ciekawe, korzyść pojawiała się nawet u osób, które wykonywały przydzielony rytuał niechętnie i bez wiary w jego sens, co sugeruje, że działanie samo w sobie niesie efekt niezależny od przekonań, jakie mu towarzyszą.

Hobson i współpracownicy (2018) w obszernym przeglądzie integrującym badania z psychologii społecznej, kognitywistyki, antropologii i neuronauki, zaproponowali ramę teoretyczną, w której rytuały pełnią trzy podstawowe funkcje regulacyjne: regulują emocje, stany związane z celami wykonawczymi oraz więzi społeczne. To wyjaśnia, dlaczego rytuał żałobny, rytuał przedmeczowy sportowca i rytuał powitalny w grupie religijnej, mimo zupełnie różnej treści, działają na podobnej zasadzie psychologicznej. Rytuał żałobny domyka pętlę emocji, których inaczej nie da się zamknąć jednym aktem woli. Rytuał sportowca przed startem reguluje stan związany z celem wykonawczym, czyli poziom napięcia i skupienia potrzebny akurat do tego zadania, ani za wysoki, ani za niski. Rytuał powitalny czy religijny wzmacnia z kolei więź z grupą, bo zsynchronizowane, powtarzalne działanie fizycznie synchronizuje też ludzi, którzy je razem wykonują. Legare i Souza (2012), pracując z brazylijskimi „simpatiami”, ludowymi rytuałami stosowanymi na problemy od astmy po niewierność, wykazali dodatkowo, że im więcej powtórzeń i kroków proceduralnych zawiera dany rytuał, tym wyżej badani oceniają jego skuteczność. Forma rytuału, jego złożoność i precyzja wykonania, ma więc znaczenie samo w sobie, niezależnie od tego, czy wierzymy w nadprzyrodzony mechanizm, który miałby za nim stać.

Iluzje, które służą dobrostanowi, i spór wokół nich

Myślenie magiczne to szczególny przypadek szerszego zjawiska, jakim są iluzje pozytywne. W klasycznej już pracy Taylor i Brown (1988) postawiły tezę, że dobrostan psychiczny wiąże się nie z trafną, realistyczną percepcją siebie i świata, lecz z jej łagodnym zniekształceniem w trzech obszarach: nadmiernie pozytywnym obrazem siebie, przesadzonym poczuciem kontroli oraz nierealistycznym optymizmem co do przyszłości. Według autorek te iluzje sprzyjają nastrojowi, motywacji, wytrwałości w działaniu i zdolności do troszczenia się o innych, a ich znaczenie rośnie szczególnie w obliczu przeciwności losu.

Teza ta nie przetrwała jednak bez sprzeciwu. Colvin i Block (1994), poddając krytycznej analizie logikę i materiał empiryczny przywoływany przez Taylor i Brown, doszli do wniosku, że związek między iluzjami pozytywnymi a zdrowiem psychicznym pozostaje niedowiedziony, między innymi z powodu braku jasnego kryterium rzeczywistości, względem którego można by w ogóle stwierdzić, że dana samoocena jest iluzją, a nie po prostu trafną oceną własnych zasobów. Spór ten nigdy nie został ostatecznie rozstrzygnięty i do dziś funkcjonuje w literaturze jako otwarte pytanie, a nie potwierdzony fakt. Jeśli więc ktoś usłyszy, że „lekka nierealistyczność” bywa zdrowsza niż trzeźwa ocena sytuacji, warto pamiętać, że to sformułowanie ostrożne, nie żelazna reguła.

Kiedy myślenie magiczne przestaje służyć?

Wszystko, co dotąd opisałem, dotyczyło łagodnych, funkcjonalnych form myślenia magicznego. Ten sam mechanizm poznawczy, w nasilonej postaci, jest jednak jedną z osi zaburzeń z kręgu lękowego. Shafran i współpracownicy (1996) opisali zjawisko fuzji myśli i działania, czyli przekonanie, że samo pomyślenie o czymś niedopuszczalnym jest moralnie równoważne popełnieniu czynu, albo że zwiększa prawdopodobieństwo, że dane zdarzenie faktycznie się wydarzy. W ich badaniach osoby z objawami zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego uzyskiwały istotnie wyższe wyniki w tej mierze niż osoby z próby niekliniczej. Einstein i Menzies (2004), badając szerszy zestaw miar związanych z myśleniem magicznym, wykazali, że to właśnie ideacja magiczna, rozumiana jako ogólna skłonność do przypisywania myślom mocy sprawczej, była najsilniej związana z nasileniem objawów obsesyjno-kompulsyjnych spośród wszystkich testowanych konstruktów, w tym również silniej niż same przesądy czy fuzja myśli i działania rozpatrywane osobno, i zależność ta utrzymywała się nawet po statystycznym skontrolowaniu tych pozostałych zmiennych.

Nie oznacza to, rzecz jasna, że każdy, kto dotyka drewna albo trzyma kciuki przed rozmową kwalifikacyjną, znajduje się na drodze do zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego. Różnica leży w elastyczności i kontroli nad rytuałem: przesąd funkcjonalny da się odłożyć na bok bez cierpienia, gdy nie ma pod ręką ulubionego długopisu, natomiast myślenie magiczne w formie klinicznej zaczyna dyktować warunki, w jakich w ogóle można żyć i działać. Może więc warto odwrócić pytanie, od którego zacząłem. Nie chodzi o to, czy inteligentny, wykształcony człowiek naprawdę wierzy, że ominięcie drabiny coś zmieni, tylko o to, jaką pracę wykonuje dla niego ten gest w chwili, w której racjonalna analiza i tak nie daje żadnej gwarancji. Myślenie magiczne trzyma się tak uparcie nie dlatego, że ludzie są nielogiczni, tylko dlatego, że bywa tańszym sposobem na zniesienie niepewności niż chłodne szacowanie prawdopodobieństw od nowa przy każdej decyzji. To zresztą mechanizm szerszy niż same przesądy, bo tą samą logiką rządzi się niejedna strategia radzenia sobie, której trzymamy się z przyzwyczajenia, długo po tym, jak przestała być tania. Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy ta pozornie tania waluta przestaje wystarczać i rytuał trzeba powtarzać coraz częściej, żeby kupić tę samą porcję spokoju. Wtedy warto zapytać nie o to, czy się wierzy w magię, tylko ile ona kosztuje.

Bibliografia

CBOS. (2018). Przesądny jak Polak? Komunikat z badań nr 93/2018. Fundacja Centrum Badania Opinii Społecznej.

Colvin, C. R., & Block, J. (1994). Do positive illusions foster mental health? An examination of the Taylor and Brown formulation. Psychological Bulletin, 116(1), 3–20.

Damisch, L., Stoberock, B., & Mussweiler, T. (2010). Keep your fingers crossed! How superstition improves performance. Psychological Science, 21(7), 1014–1020.

Einstein, D. A., & Menzies, R. G. (2004). The presence of magical thinking in obsessive compulsive disorder. Behaviour Research and Therapy, 42(5), 539–549.

Hobson, N. M., Schroeder, J., Risen, J. L., Xygalatas, D., & Inzlicht, M. (2018). The psychology of rituals: An integrative review and process-based framework. Personality and Social Psychology Review, 22(3), 260–284.

Keinan, G. (1994). Effects of stress and tolerance of ambiguity on magical thinking. Journal of Personality and Social Psychology, 67(1), 48–55.

Keinan, G. (2002). The effects of stress and desire for control on superstitious behavior. Personality and Social Psychology Bulletin, 28(1), 102–108.

Legare, C. H., & Souza, A. L. (2012). Evaluating ritual efficacy: Evidence from the supernatural. Cognition, 124(1), 1–15.

Lindeman, M., & Aarnio, K. (2007). Superstitious, magical, and paranormal beliefs: An integrative model. Journal of Research in Personality, 41(4), 731–744.

Norton, M. I., & Gino, F. (2014). Rituals alleviate grieving for loved ones, lovers, and lotteries. Journal of Experimental Psychology: General, 143(1), 266–272.

Risen, J. L. (2016). Believing what we do not believe: Acquiescence to superstitious beliefs and other powerful intuitions. Psychological Review, 123(2), 182–207.

Shafran, R., Thordarson, D. S., & Rachman, S. (1996). Thought-action fusion in obsessive compulsive disorder. Journal of Anxiety Disorders, 10(5), 379–391.

Taylor, S. E., & Brown, J. D. (1988). Illusion and well-being: A social psychological perspective on mental health. Psychological Bulletin, 103(2), 193–210.

Whitson, J. A., & Galinsky, A. D. (2008). Lacking control increases illusory pattern perception. Science, 322(5898), 115–117.

Podziel się z innymi