Arteterapia. Jaka jest skuteczność jej wybranych rodzajów?

terapia przez sztukę
Podziel się z innymi

Arteterapeuta to w Wielkiej Brytanii zawód regulowany prawnie: tytuł podlega obowiązkowej rejestracji w Health and Care Professions Council, na równi z fizjoterapeutą czy logopedą. W Polsce arteterapeuta figuruje wprawdzie w klasyfikacji zawodów i specjalności prowadzonej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, pod kodem 323013, nie ma jednak nadal odrębnych przepisów regulujących ten zawód.

Brytyjski Narodowy Instytut Zdrowia i Doskonałości Klinicznej rekomenduje terapię przez sztukę w wytycznych dotyczących leczenia schizofrenii i psychozy, a w wielu krajach zachodnich ma ona swoje stałe miejsce na oddziałach onkologicznych, psychiatrycznych i geriatrycznych. A mimo tej instytucjonalnej powagi, kiedy zapytać wprost, czym różni się sesja arteterapii od zwykłego rysowania dla przyjemności i czy to w ogóle „działa”, granica między jednym a drugim okazuje się w powszechnej wyobraźni zaskakująco rozmyta.

Warto więc zacząć od odróżnienia dwóch rzeczy, które łatwo się mylą. Malowanie jako hobby czy popularne w ostatniej dekadzie kolorowanki antystresowe dla dorosłych bywają przyjemne i odprężające, ale to nie to samo, co arteterapia prowadzona profesjonalnie. Arteterapia nie jest przy tym wyłącznie formą psychoterapii. Bywa prowadzona klinicznie, jako element leczenia zaburzeń psychicznych w ścisłej relacji terapeutycznej, ale równie często ma charakter rozwojowy, wspierając budowanie samoświadomości i kompetencji radzenia sobie u osób bez żadnej diagnozy, albo wsparciowy, towarzysząc na przykład chorobie somatycznej, żałobie czy kryzysowi życiowemu, bez ambicji leczenia w sensie klinicznym. We wszystkich tych wariantach materiał plastyczny, farba, ołówek, glina czy kolaż, pozostaje głównym środkiem wyrazu i komunikacji między uczestnikiem a arteterapeutą, osadzonym w relacji i w samym procesie tworzenia, a nie w efekcie estetycznym. Nie trzeba przy tym umieć rysować ani mieć jakiegokolwiek przygotowania artystycznego, bo arteterapeutę interesuje to, co dzieje się podczas powstawania obrazu, a nie wartość artystyczna gotowego dzieła. Termin ukuł w 1942 roku Brytyjczyk Adrian Hill, sam pacjent leczący się wówczas na gruźlicę, który zauważył, że rysowanie pomaga mu radzić sobie z chorobą i długimi miesiącami izolacji. Dziś w wielu krajach jest to osobny zawód medyczny, wymagający kilkuletniego szkolenia klinicznego, nie tylko warsztatu plastycznego. W historii tej dziedziny od dawna ścierają się zresztą dwa podejścia. Nurt zapoczątkowany przez Margaret Naumburg traktuje obraz przede wszystkim jako symboliczny komunikat, który dopiero wspólna analiza z terapeutą przekłada na wgląd, bliżej więc mu do klasycznej psychoterapii psychodynamicznej posługującej się obrazem zamiast słowa. Podejście Edith Kramer kładzie nacisk gdzie indziej: to sam akt tworzenia, niezależnie od tego, czy jego treść zostanie później zwerbalizowana, ma właściwości integrujące i uspokajające psychikę. Współczesna praktyka zwykle łączy oba te elementy, dostosowując proporcje do potrzeb konkretnej osoby. Tym ciekawiej sprawdzić, co dokładnie z tej obietnicy potwierdzają badania, bo różne formy pracy plastycznej mają za sobą zupełnie różną jakość dowodów. Plastykoterapia jest najlepiej przebadaną, ale nie jedyną terapią posługującą się ekspresją twórczą: w drugiej części tekstu sprawdzam, co nauka mówi też o muzykoterapii, biblioterapii, filmoterapii i fotografoterapii.

Rysunek i malarstwo: najmocniejsze dowody

Najwięcej systematycznych badań dotyczy klasycznej, wizualnej arteterapii (plastykoterapii), a więc pracy z farbą, ołówkiem czy materiałami do kolażu pod okiem terapeuty. Guo i współpracownicy (2026) przeanalizowali dwanaście randomizowanych badań klinicznych z udziałem 741 dorosłych i wykazali, że wizualna arteterapia istotnie łagodziła objawy depresyjne, ze średnią wielkością efektu na poziomie 0,81, oraz objawy lękowe, z efektem na poziomie 0,69 (Guo et al., 2026). To wielkości efektu, które w psychologii klinicznej uznaje się za duże. Co ciekawe, autorzy zaobserwowali, że w przypadku depresji lepiej wypadały interwencje krótsze, do dwunastu tygodni i maksymalnie dwunastu sesji, niż programy rozciągnięte na wiele miesięcy, co przeczy dość powszechnej intuicji, że w terapii „więcej znaczy lepiej”.

Inny obraz wyłania się z pracy z osobami chorującymi somatycznie. Boehm i współpracownicy (2014) objęli metaanalizą trzynaście badań z udziałem 606 pacjentek z rakiem piersi, przy czym trzeba od razu dodać zastrzeżenie: analizowane interwencje łączyły pracę plastyczną z muzykoterapią oraz terapią tańcem i ruchem, nie mówimy więc wyłącznie o rysunku czy malarstwie. Terapie przez sztukę wyraźnie łagodziły lęk, z dużym efektem na poziomie 1,10, nie przełożyły się jednak istotnie na objawy depresyjne ani na jakość życia (Boehm et al., 2014). To dobra ilustracja tego, że arteterapia nie działa jednakowo na wszystkie obszary cierpienia, nawet u tej samej grupy pacjentów, a uczciwe podsumowanie wymaga rozdzielenia tych wyników, zamiast ogólnego stwierdzenia, że „pomaga chorym na raka”.

Podobny kierunek widać u najmłodszych. Zhang i współpracownicy (2025) w metaanalizie badań nad dziećmi i młodzieżą z objawami depresyjnymi wykazali istotny statystycznie spadek nasilenia tych objawów po interwencjach arteterapeutycznych, z wielkością efektu na poziomie 0,72 (Zhang et al., 2025). Autorzy zastrzegają jednak, że analizowane prace różniły się znacznie pod względem zastosowanych form, od rysunku po elementy muzyki i dramy, co utrudnia jednoznaczne wskazanie, który konkretnie składnik odpowiada za poprawę. To zastrzeżenie dotyczy zresztą większości badań nad arteterapią u najmłodszych pacjentów: łatwiej pokazać, że tego rodzaju pomoc działa, niż wyodrębnić, co dokładnie w niej jest aktywnym składnikiem.

Kolorowanki i mandale: forma ustrukturyzowana, niejasny mechanizm

Osobną historię mają kolorowanki, w tym popularne w mediach mandale – sanskryckie określenie kolistych, symetrycznych wzorów, którym Carl Gustav Jung przypisywał funkcję integrującą psychikę i sam wykorzystywał je w pracy nad własnymi stanami emocjonalnymi. Klasyczny eksperyment Curry i Kasser (2005) wywołał u osiemdziesięciu czterech studentów nastrój lękowy za pomocą krótkiego zadania pisemnego, a następnie losowo przydzielił ich do kolorowania mandali, wzoru w kratę albo pustej kartki. Poziom lęku spadł podobnie w grupie kolorującej mandalę i w grupie kolorującej kratę, a obie te grupy odnotowały większy spadek niż osoby kolorujące bez żadnego wzoru (Curry & Kasser, 2005). Innymi słowy, w tym konkretnym badaniu o wyniku nie zadecydowała symbolika mandali, lecz sama obecność uporządkowanego, dość złożonego wzoru geometrycznego, który zdaniem autorów mógł wprowadzać stan zbliżony do medytacji.

Replikacja tego eksperymentu, przeprowadzona przez Van der Vennet i Serice (2012), dorzuciła jednak własną komplikację: tym razem kolorowanie mandali obniżało lęk istotnie mocniej niż kolorowanie kraty, a nie tylko mocniej niż pusta kartka (Van der Vennet & Serice, 2012). Dwa starannie zaprojektowane badania tego samego zjawiska dały więc częściowo rozbieżne odpowiedzi na pytanie, czy liczy się sama struktura zadania, czy jednak coś specyficznego dla kształtu mandali. Nauka nie ma tu jeszcze ostatecznej odpowiedzi, a popularny przekaz, jakoby mandale miały jakieś szczególne, niemal magiczne właściwości uspokajające, wyraźnie wyprzedza dane, którymi dziś dysponujemy.

Kiedy dowody się rozjeżdżają: przypadek schizofrenii

Najbardziej pouczający, bo najbardziej sporny, jest przypadek schizofrenii. Brytyjskie wytyczne kliniczne NICE zalecają rozważenie terapii przez sztukę u wszystkich osób z psychozą lub schizofrenią, ze szczególnym wskazaniem na objawy negatywne, takie jak wycofanie społeczne czy spłycenie afektu (NICE, 2014). Zalecenie to opierało się jednak na garstce niewielkich, wczesnych badań. Kiedy w 2012 roku opublikowano wyniki dużego, pragmatycznego badania MATISSE z udziałem 417 osób chorujących na schizofrenię, rozdzielonych między grupową arteterapię, zajęcia aktywizujące jako grupę kontrolną i samą standardową opiekę, różnice między trzema ramionami badania okazały się nieistotne statystycznie, zarówno w zakresie funkcjonowania globalnego, jak i nasilenia objawów psychiatrycznych (Crawford et al., 2012).

Nowsza metaanaliza Du i współpracowników (2024), obejmująca trzydzieści jeden badań, ponownie przechyla szalę w stronę korzystnego obrazu: autorzy odnotowali umiarkowany efekt arteterapii wizualnej na objawy negatywne oraz depresyjne, a duży na objawy lękowe u osób chorujących na schizofrenię (Du et al., 2024). Jak to możliwe, że jedno duże, starannie zaprojektowane badanie i jedna obszerna metaanaliza prowadzą do tak różnych wniosków? Część odpowiedzi leży prawdopodobnie w różnicach metodologicznych, bo mniejsze badania włączane do metaanaliz bywają bardziej podatne na przeszacowanie efektu, a część w tym, że MATISSE testowało jeden konkretny, dość swobodny format grupowy, nie każdą możliwą odmianę tej terapii. Póki te rozbieżności się nie wyjaśnią, uczciwie jest mówić o obrazie niejednoznacznym, nie o rozstrzygniętym sukcesie ani porażce, i to zastrzeżenie warto pamiętać, ilekroć ktoś powoła się w tej sprawie tylko na jedno z tych badań. Nie pomaga przy tym brak zgody między samymi towarzystwami naukowymi: australijskie i nowozelandzkie wytyczne psychiatryczne, choć odnotowują zalecenie NICE, jednocześnie stwierdzają, że dowody z badań randomizowanych pozostają niejednoznaczne, i postulują dalsze badania, zanim arteterapia zostanie formalnie zarekomendowana w tym wskazaniu (Galletly et al., 2016). Dwa zespoły ekspertów, patrząc na podobny zestaw danych, doszły więc do wyraźnie różnych wniosków co do tego, jak mocno tę metodę rekomendować.

Nie tylko nastrój: ciało i starzejący się mózg

Skuteczność arteterapii bywa dziś mierzona nie tylko kwestionariuszami nastroju, ale też wskaźnikami fizjologicznymi. Kaimal, Ray i Muniz (2016) zmierzyli poziom kortyzolu w ślinie u trzydziestu dziewięciu zdrowych dorosłych przed i po czterdziestu pięciu minutach swobodnej pracy plastycznej z użyciem farb, gliny i materiałów do kolażu. Poziom kortyzolu istotnie spadł, a efekt ten nie zależał od wcześniejszego doświadczenia artystycznego uczestników (Kaimal et al., 2016). To użyteczna odpowiedź na często słyszane podczas konsultacji zastrzeżenie: „nie jestem twórczy, to nie dla mnie”, bo przynajmniej w tym badaniu talent plastyczny nie miał żadnego znaczenia dla uzyskanego efektu. Warto dodać, że wśród materiałów użytych w tym badaniu znalazła się glina, co nie jest przypadkiem: praca w trzech wymiarach angażuje dotyk i napięcie mięśniowe dłoni w sposób, jakiego nie daje kartka papieru, a wstępne dane fizjologiczne sugerują, że sam kontakt z plastycznym, podatnym na nacisk materiałem bywa uspokajający niezależnie od tego, co ostatecznie powstanie pod palcami.

Osobny, obiecujący wątek dotyczy starzejącego się mózgu. Jiao i współpracownicy (2026) w metaanalizie dziewięciu badań z udziałem 595 osób starszych z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi wykazali, że wizualna arteterapia poprawiała ogólne funkcjonowanie poznawcze, z umiarkowanym efektem na poziomie 0,55, przy umiarkowanej pewności dowodów ocenianej systemem GRADE (Jiao et al., 2026). To już nie tylko kwestia samopoczucia, ale konkretnych, mierzalnych zdolności poznawczych, co czyni arteterapię jednym z niewielu niefarmakologicznych narzędzi o realnym potencjale w spowalnianiu dalszego pogarszania się pamięci.

Co właściwie dzieje się pod powierzchnią tych liczb? He i Zhang (2026) w przeglądzie mechanizmów arteterapii wskazują na kilka nakładających się procesów. Neurobiologicznie praca plastyczna zdaje się przestrajać aktywność sieci mózgowych odpowiedzialnych za błądzenie myśli, wykrywanie istotności bodźców i kontrolę uwagi. Psychologicznie sprzyja regulacji emocji oraz stanowi zbliżonemu do przepływu, w którym człowiek na chwilę zatraca się w czynności, a trudne doświadczenia, w tym traumatyczne, łatwiej znajdują formę symboliczną, możliwą do obejrzenia z pewnego dystansu, zamiast pozostawać nienazwanym napięciem w ciele (He & Zhang, 2026). Innymi słowy, obraz czy rzeźba stają się rodzajem bezpiecznego pośrednika między tym, co trudne do wypowiedzenia wprost, a rozmową, która może się wokół tego przedmiotu potem toczyć.

Warto w tym miejscu doprecyzować terminologię, bo bywa ona myląca nawet w literaturze fachowej. Słowo „arteterapia” funkcjonuje w dwóch znaczeniach: szerokim, obejmującym wszystkie terapie posługujące się twórczością, w tym muzykoterapię, biblioterapię, choreoterapię, dramaterapię czy filmoterapię, oraz węższym, odnoszącym się wyłącznie do pracy z materiałem plastycznym, dla którego bardziej precyzyjnym określeniem bywa „plastykoterapia”. W cytowanych wyżej badaniach anglojęzycznych, gdzie funkcjonuje termin „art therapy”, słowa „arteterapia” używa się w tym drugim, węższym znaczeniu. Sprawdźmy więc, jak wygląda jakość dowodów w pozostałych czterech obszarach, zaczynając od tego najlepiej ugruntowanego instytucjonalnie.

Muzykoterapia: obszerna i dobrze ugruntowana baza dowodów

Spośród wszystkich terapii kreatywnych muzykoterapia ma najdłuższą tradycję akademicką i doczekała się przeglądów w bazie Cochrane, uznawanej za złoty standard medycyny opartej na dowodach. Aalbers i współpracownicy (2017) w przeglądzie Cochrane objęli metaanalizą dziewięć badań z udziałem 421 osób i wykazali, że muzykoterapia dodana do standardowego leczenia depresji przynosiła krótkoterminową poprawę objawów ocenianych przez klinicystów, z dużym efektem na poziomie 0,98, przy umiarkowanej pewności dowodów (Aalbers et al., 2017). Terapia poprawiała też funkcjonowanie i objawy lękowe, nie wpłynęła jednak istotnie na jakość życia, co autorzy tłumaczą zbyt małą liczbą badań mierzących akurat ten wynik.

Osobny, dobrze udokumentowany wątek dotyczy redukcji stresu. De Witte i współpracownicy (2022) w metaanalizie obejmującej 47 badań i niemal 2750 uczestników wykazali, że muzykoterapia przynosi średni do dużego efekt w redukcji wskaźników związanych ze stresem, zarówno fizjologicznych, jak i psychologicznych, z wielkością efektu na poziomie 0,72 (de Witte et al., 2022). Muzykoterapeuci podkreślają przy tym wyraźną różnicę między samą terapią, prowadzoną przez wykwalifikowanego specjalistę i dostosowaną do indywidualnych potrzeb pacjenta, a tak zwaną muzyką medyczną, czyli nagraniami puszczanymi przez personel medyczny bez udziału terapeuty. Ta druga forma również bywa pomocna, ale z reguły daje słabsze i mniej spójne efekty. Tak obszerna i wysokiej jakości baza dowodów sprawia, że muzykoterapia bywa dziś elementem standardowych wytycznych onkologicznych i psychiatrycznych w wielu krajach, w stopniu, którego pozostałe trzy terapie omówione niżej wciąż jeszcze nie osiągnęły.

Biblioterapia: kiedy słowo drukowane pełni funkcję terapeuty

Biblioterapia, czyli terapeutyczne wykorzystanie tekstu pisanego, ma zaskakująco długą historię badań, sięgającą klasycznej metaanalizy Cuijpersa (1997). Objęła ona głównie programy oparte na terapii poznawczo-behawioralnej, w których pacjent samodzielnie przerabia w domu ustrukturyzowaną książkę, przy jedynie wspierającym kontakcie z terapeutą. Cuijpers (1997) wykazał, że biblioterapia dawała duży efekt w porównaniu z grupą oczekującą na leczenie, na poziomie 0,82, a w bezpośrednim porównaniu z klasyczną terapią indywidualną lub grupową różnica okazała się minimalna i nieistotna statystycznie, na poziomie 0,10 (Cuijpers, 1997). Innymi słowy, dla łagodnej i umiarkowanej depresji dobrze zaprojektowana książka samopomocowa wypadała w tym zestawieniu badań niemal tak samo skutecznie, jak spotkanie z terapeutą.

Nowsze dane każą jednak nieco stonować ten optymizm w odniesieniu do najmłodszych. Yuan i współpracownicy (2018) w metaanalizie ośmiu badań z udziałem 979 dzieci i nastolatków wykazali, że biblioterapia była istotnie skuteczniejsza niż warunki kontrolne, z efektem na poziomie 0,52, ale wyraźnie lepiej radziła sobie z objawami depresyjnymi u nastolatków niż z lękiem u dzieci (Yuan et al., 2018). Autorzy nie byli też w stanie ocenić trwałości efektu, bo żadne z włączonych badań nie miało pomiaru po zakończeniu terapii, co jest częstym ograniczeniem tej gałęzi badań. Największą praktyczną zaletą biblioterapii pozostaje mimo to dostępność: nie wymaga specjalisty przy każdym kroku, jest tania i można z niej korzystać w pełnej prywatności, co bywa istotne dla osób, które z różnych powodów unikają na razie kontaktu z systemem ochrony zdrowia psychicznego.

Filmoterapia: obiecująca praktyka, wciąż skromne dowody

Filmoterapia, zwana też kinoterapią, wykorzystuje emocjonalną i symboliczną treść filmów jako materiał do pracy terapeutycznej, najczęściej w formie wspólnego oglądania i późniejszej dyskusji. To najsłabiej ugruntowana naukowo z omawianych tu metod. Sacilotto i współpracownicy (2022) w przeglądzie zakresu literatury przeanalizowali trzydzieści osiem badań i wykazali, że tylko osiem z nich miało formę randomizowanego badania kontrolowanego z obiektywnymi miarami wyniku, a klasyczna filmoterapia, w odróżnieniu od bardziej ustrukturyzowanych interwencji wideo, opierała się niemal wyłącznie na opisach jakościowych, bez grupy kontrolnej (Sacilotto et al., 2022). Autorzy wprost postulują, że dziedzina potrzebuje bardziej ustandaryzowanych metodologicznie badań, zanim będzie można mówić o jej skuteczności z taką samą pewnością, jak w przypadku muzykoterapii czy plastykoterapii.

Pierwsze takie próby dopiero się pojawiają. Mazza i współpracownicy (2026) przeprowadzili pilotażowe badanie randomizowane z udziałem dwudziestu czterech kobiet z zaburzeniami nastroju i lękowymi, w którym grupowa filmoterapia, osiem comiesięcznych seansów połączonych z dyskusją, prowadziła do istotnego obniżenia nasilenia objawów w porównaniu z grupą otrzymującą wyłącznie standardową opiekę (Mazza et al., 2026). To zachęcający wynik, ale uczciwość wymaga podkreślenia, że to wciąż badanie pilotażowe na niewielkiej próbie, z jednego ośrodka, a nie dowód, na którym dałoby się już oprzeć twarde rekomendacje kliniczne.

Fotografoterapia: młoda dziedzina, pierwsze mocne wyniki

Warto na wstępie rozróżnić dwa pokrewne pojęcia. Fototerapia w ścisłym sensie, spopularyzowana przez kanadyjską psycholożkę Judy Weiser, to praca z osobistymi zdjęciami i albumami rodzinnymi pacjenta jako materiałem do rozmowy terapeutycznej, prowadzona przez przeszkolonego terapeutę. Fotografia terapeutyczna to pojęcie szersze, obejmujące samodzielne, ukierunkowane robienie zdjęć jako narzędzie refleksji i regulacji emocji, niekoniecznie w ramach formalnej terapii.

To właśnie w tym drugim obszarze pojawiły się w ostatnich latach pierwsze przekonujące badania randomizowane. Read, Mason i Jones (2023) przeprowadzili badanie z udziałem 109 dorosłych w Wielkiej Brytanii, w którym dwutygodniowa, samodzielnie prowadzona interwencja fotograficzna, nastawiona na dokumentowanie źródeł nadziei w trakcie pandemii COVID-19, istotnie poprawiała zarówno dobrostan psychiczny, jak i wzrost potraumatyczny, w porównaniu z grupą kontrolną, a efekt utrzymywał się jeszcze miesiąc po zakończeniu interwencji (Read et al., 2023). Podobnie jak w przypadku plastykoterapii, udział w badaniu nie wymagał żadnego wcześniejszego doświadczenia fotograficznego. Bilans całej dziedziny pozostaje jednak ostrożny: Buchan (2020) w przeglądzie systematycznym literatury na temat fotografii partycypacyjnej u dorosłych z problemami zdrowia psychicznego wskazała obok realnych korzyści również wyraźne ograniczenia metodologiczne dotychczasowych badań, w tym małe próby i brak grup kontrolnych w większości z nich (Buchan, 2020). Fotografoterapia ma więc dziś status obiecującej, ale wciąż młodej dziedziny, bliższej dzisiejszej muzykoterapii sprzed trzydziestu lat niż jej obecnej, dojrzałej postaci.

Zanim zapiszesz się na zajęcia

Z tego przeglądu wynika dla mnie pięć praktycznych wskazówek, przydatnych niezależnie od tego, którą z tych pięciu metod ktoś rozważa, zanim się na nią zdecyduje albo, przeciwnie, zniechęci się do całego pomysłu po jednej niesatysfakcjonującej próbie. Pierwsze: warto sprawdzić kwalifikacje osoby prowadzącej zajęcia, bo w Polsce żaden z tych tytułów zawodowych, arteterapeuta, muzykoterapeuta czy biblioterapeuta, nie jest dziś prawnie chroniony, w przeciwieństwie choćby do arteterapeutów w Wielkiej Brytanii, więc pod tą samą nazwą kryją się bardzo różne poziomy przygotowania klinicznego, od kilkudniowego kursu po wieloletnie studia podyplomowe. Drugie: im poważniejsze zaburzenie, tym mocniej każda z tych metod powinna pozostać dodatkiem do leczenia farmakologicznego i psychoterapii o ugruntowanej skuteczności, a nie ich zamiennikiem, co szczególnie wyraźnie widać na przykładzie schizofrenii i arteterapii. Trzecie: nie trzeba czekać na diagnozę ani na kryzys, żeby sięgnąć po pędzel, płytę, książkę czy aparat, bo dowody na poprawę samopoczucia dotyczą osób zdrowych niemal tak samo jak klinicznych, a brak wcześniejszego talentu czy doświadczenia, uczciwie mówiąc, nie ma tu większego znaczenia. Czwarte: warto realistycznie ocenić, czego można się spodziewać po pojedynczym spotkaniu, bo większość opisanych tu efektów pochodzi z programów trwających co najmniej kilka tygodni, prowadzonych regularnie. Piąte: warto pamiętać, że jakość dowodów mocno różni się między tymi pięcioma rodzajami arteterapii, od solidnej, wieloletniej bazy badań nad muzykoterapią i plastykoterapią, przez rozwijającą się biblioterapię i fotografoterapię, po wciąż skromne, pilotażowe dane w filmoterapii, więc zaufanie wobec każdej z nich warto kalibrować inaczej.

Podczas konsultacji online czasem ktoś pokazuje mi na ekranie zdjęcie własnego rysunku, czasem opowiada o płycie, do której wraca od tygodni, czasem o książce, po którą sięga zamiast do kogoś zadzwonić. I pyta, czy to, co przy tym poczuł, można w ogóle nazwać terapią, czy to było „tylko” hobby. Odpowiadam wtedy, że to pytanie stawia trochę fałszywy podział. Wieczór spędzony samotnie z ołówkiem, płytą czy książką i sesja z certyfikowanym terapeutą mogą sięgać po ten sam materiał, ale różni je to, co najtrudniej uchwycić w metaanalizie: obecność kogoś, kto pomoże przełożyć obraz, dźwięk czy zdanie z powrotem na słowa, zanim to, co ważne, znów gdzieś się rozmyje. Zawód regulowany prawnie w Wielkiej Brytanii, przywołany na początku tego tekstu, istnieje właśnie po to, i to samo dotyczy jego czterech, mniej dziś sformalizowanych, krewnych.

Bibliografia

Aalbers, S., Fusar-Poli, L., Freeman, R. E., Spreen, M., Ket, J. C. F., Vink, A. C., Maratos, A., Crawford, M., Chen, X. J., & Gold, C. (2017). Music therapy for depression. Cochrane Database of Systematic Reviews, 11, artykuł CD004517.

Boehm, K., Cramer, H., Staroszynski, T., & Ostermann, T. (2014). Arts therapies for anxiety, depression, and quality of life in breast cancer patients: A systematic review and meta-analysis. Evidence-Based Complementary and Alternative Medicine, 2014, artykuł 103297.

Buchan, C. A. (2020). Therapeutic benefits and limitations of participatory photography for adults with mental health problems: A systematic search and literature review. Journal of Psychiatric and Mental Health Nursing, 27(5), 657–668.

Crawford, M. J., Killaspy, H., Barnes, T. R. E., Barrett, B., Byford, S., Clayton, K., Dinsmore, J., Floyd, S., Hoadley, A., Johnson, T., Kalaitzaki, E., King, M., Leurent, B., Maratos, A., O’Neill, F. A., Osborn, D. P., Patterson, S., Soteriou, T., Tyrer, P., & Waller, D. (2012). Group art therapy as an adjunctive treatment for people with schizophrenia: Multicentre pragmatic randomised trial. BMJ, 344, e846.

Cuijpers, P. (1997). Bibliotherapy in unipolar depression: A meta-analysis. Journal of Behavior Therapy and Experimental Psychiatry, 28(2), 139–147.

Curry, N. A., & Kasser, T. (2005). Can coloring mandalas reduce anxiety? Art Therapy, 22(2), 81–85.

de Witte, M., Pinho, A. D. S., Stams, G.-J., Moonen, X., Bos, A. E. R., & van Hooren, S. (2022). Music therapy for stress reduction: A systematic review and meta-analysis. Health Psychology Review, 16(1), 134–159.

Du, S. C., Li, C. Y., Lo, Y. Y., Hu, Y. H., Hsu, C. W., Cheng, C. Y., Chen, T. T., Hung, P. H., Lin, P. Y., & Chen, C. R. (2024). Effects of visual art therapy on positive symptoms, negative symptoms, and emotions in individuals with schizophrenia: A systematic review and meta-analysis. Healthcare, 12(11), artykuł 1156.

Galletly, C., Castle, D., Dark, F., Humberstone, V., Jablensky, A., Killackey, E., Kulkarni, J., McGorry, P., Nielssen, O., & Tran, N. (2016). Royal Australian and New Zealand College of Psychiatrists clinical practice guidelines for the management of schizophrenia and related disorders. Australian and New Zealand Journal of Psychiatry, 50(5), 410–472.

Guo, Z., Liu, Y., Zhu, S., & He, Y. (2026). Effects of visual art therapy on depressive symptoms in adults: A systematic review and meta-analysis. Frontiers in Psychiatry, 17, artykuł 1877502.

He, J., & Zhang, Z. (2026). Healing potential of art therapy: A narrative review of neuro-psycho-cultural mechanisms in mental health. Frontiers in Psychology, 16, artykuł 1662772.

Jiao, Y., Zhang, Y., & Liu, J. (2026). The effects of visual art therapy in older adults with mild cognitive impairment: A systematic review and meta-analysis. Frontiers in Public Health, 14, artykuł 1765620.

Kaimal, G., Ray, K., & Muniz, J. (2016). Reduction of cortisol levels and participants’ responses following art making. Art Therapy, 33(2), 74–80.

Mazza, M., Brisi, C., Veneziani, G., Giraldi, E., Pietrocarlo, A., Morra, M., Salvi, F., Stella, G., Tripaldella, D., Rossi, S., Franza, R., Moccia, L., Simonetti, A., Chieffo, D. P. R., Lai, C., Gemelli Psychocinema Research Group, Marano, G., & Sani, G. (2026). „Ginemotion”: A pilot randomized controlled study of a group cinematherapy intervention aimed at reducing psychopathological symptoms in a sample of women with mood and anxiety disorders. The Arts in Psychotherapy, 100, artykuł 102518.

National Institute for Health and Care Excellence. (2014). Psychosis and schizophrenia in adults: Prevention and management (wytyczne kliniczne CG178).

Read, R. K., Mason, O. J., & Jones, C. J. (2023). A randomised controlled trial (RCT) exploring the impact of a photography intervention on wellbeing and posttraumatic growth during the COVID-19 pandemic. Arts & Health, 15(3), 275–291.

Sacilotto, E., Salvato, G., Villa, F., Salvi, F., & Bottini, G. (2022). Through the looking glass: A scoping review of cinema and video therapy. Frontiers in Psychology, 12, artykuł 732246.

Van der Vennet, R., & Serice, S. (2012). Can coloring mandalas reduce anxiety? A replication study. Art Therapy, 29(2), 87–92.

Yuan, S., Zhou, X., Zhang, Y., Zhang, H., Pu, J., Yang, L., Liu, L., Jiang, X., & Xie, P. (2018). Comparative efficacy and acceptability of bibliotherapy for depression and anxiety disorders in children and adolescents: A meta-analysis of randomized clinical trials. Neuropsychiatric Disease and Treatment, 14, 353–365.

Zhang, B., Yang, L., Sun, W., Xu, P., Ma, H., & Abdullah, A. B. (2025). The effect of the art therapy interventions to alleviate depression symptoms among children and adolescents: A systematic review and meta-analysis. Clinics, 80, artykuł 100683.

Podziel się z innymi