Aromaterapia. Co z jej obietnic potwierdza nauka?

aromaterapia
Podziel się z innymi

Wyobraź sobie wieczór po wyczerpującym dniu. Zapalasz świecę o zapachu lawendy, może wlewasz kilka kropli olejku do dyfuzora, i już po chwili masz wrażenie, że w pokoju jest jakoś mniej napięcia niż jeszcze przed momentem.

Czy to, co czujesz, to mierzalna zmiana w twoim układzie nerwowym, czy raczej przyjemny rytuał, który sam w sobie działa kojąco, niezależnie od tego, co faktycznie znajduje się w tym flakoniku?

To pytanie zadaję sobie od dawna, bo aromaterapia jest jedną z niewielu praktyk z pogranicza wellness i medycyny, która trafia też na biurko psychologa. Klasyczna aromaterapia to przede wszystkim inhalacja lotnych olejków eterycznych, rozpylanych w powietrzu albo wcieranych podczas masażu, rzadziej nakładanych na skórę wprost. To odróżnia ją od doustnych preparatów z lawendy, do których jeszcze wrócę, bo mają zupełnie inny status dowodowy. Zainteresowanie tym tematem nie bierze się znikąd. Zapach należy do tych nielicznych bodźców, które trafiają do mózgu niemal bez pośrednictwa struktur odpowiedzialnych za świadomą, racjonalną analizę, prosto do układu limbicznego, powiązanego z emocjami i pamięcią. Nic dziwnego, że intuicyjnie oczekujemy po nim więcej niż po innych, bardziej okrężnych sposobach relaksacji. Obietnice bywają przy tym szerokie: mniej lęku, lepszy sen, poprawa nastroju, wyższa jakość życia. Sprawdźmy, które z nich rzeczywiście wytrzymują konfrontację z badaniami.

Lęk: teren najlepiej przebadany

Najwięcej pracy badawczej włożono w sprawdzenie, czy zapachy potrafią obniżać lęk, i to na tym terenie dowody są najmocniejsze, choć wciąż niejednoznaczne. Lee i współpracownicy (2011) przejrzeli szesnaście randomizowanych badań z lat 1990 do 2010 dotyczących aromaterapii u osób z objawami lękowymi. Większość wykazywała efekt pozytywny, żadne nie odnotowało działań niepożądanych, ale sami autorzy zastrzegli, że jakość metodologiczna wielu z tych prac pozostawiała wiele do życzenia.

Nowsza i znacznie obszerniejsza metaanaliza Gong i współpracowników (2020) objęła już dwadzieścia pięć prac obejmujących trzydzieści dwa badania kliniczne. Aromaterapia obniżała wynik w skali lęku sytuacyjnego o 5,16 punktu względem grupy kontrolnej (Gong et al., 2020). Efekt na lęk rozumiany jako cecha osobowości był słabszy, ale wciąż istotny statystycznie. Lawenda wypadała najlepiej spośród testowanych olejków, przed różą i cytrusami. To jeden z niewielu obszarów badań nad medycyną komplementarną, w którym mamy do czynienia z tak dużą liczbą włączonych prób, bo autorzy przeszukali dane od 1990 do października 2019 roku w kilku niezależnych bazach, w tym Pubmed, Web of Science, Cochrane Library i Embase, a także w rejestrach chińskich, co ogranicza ryzyko, że wynik jest przypadkowym artefaktem jednej tradycji badawczej.

Nie jest przy tym przypadkiem, że to właśnie lęk doczekał się aż tylu badań. Da się go stosunkowo łatwo i tanio zmierzyć krótką ankietą tuż przed sesją z olejkiem i zaraz po niej, co czyni go wygodnym punktem końcowym w niewielkich, niedrogich próbach klinicznych. Trudniejsze do uchwycenia zjawiska, takie jak przebieg epizodu depresyjnego czy długofalowa jakość życia, wymagają dłuższego śledzenia uczestników i rzadziej trafiają się w tego rodzaju literaturze, co widać zresztą wyraźnie, gdy porówna się liczbę i jakość dostępnych badań nad lękiem z tym, co wiadomo o nastroju czy śnie.

Wcześniejsza, znacznie bardziej sceptyczna ocena Cooke i Ernsta (2000) wypada na tym tle chłodno. Ci sami autorzy, po przeglądzie wszystkich dostępnych wówczas randomizowanych badań nad aromaterapią, doszli do wniosku, że efekt masażu aromaterapeutycznego jest prawdopodobnie zbyt słaby, by rozważać go jako leczenie lęku, a dla żadnego innego wskazania nie znaleźli mocniejszych podstaw (Cooke & Ernst, 2000). Różnica między tą oceną a nowszymi metaanalizami nie musi oznaczać, że ktoś się mylił. Bardziej prawdopodobne, że przez dwadzieścia lat po prostu przybyło rzetelnych badań, a to, co wcześniej wyglądało na słaby sygnał, dziś układa się w spójniejszy obraz.

Ciekawym uzupełnieniem jest badanie terenowe Lehrnera i współpracowników (2000), przeprowadzone nie w laboratorium, lecz w prawdziwej poczekalni dentystycznej, a więc w miejscu, gdzie lęk jest jak najbardziej autentyczny. Wśród 72 pacjentów czekających na leczenie ci, którzy oddychali powietrzem z rozpylonym zapachem pomarańczy, zgłaszali niższy poziom lęku sytuacyjnego, lepszy nastrój i większy spokój niż grupa kontrolna, ale efekt ten był widoczny wyłącznie u kobiet, nie u mężczyzn (Lehrner et al., 2000). To dobra ilustracja tego, jak niejednoznaczne bywają realne dane, nawet gdy sam kierunek efektu jest zachęcający.

Wyjątek od reguły: kapsułka, nie świeczka

Tu trzeba zrobić ważne zastrzeżenie, bo najsilniejsze dowody w całej literaturze na temat lawendy i lęku wcale nie dotyczą klasycznej aromaterapii. Silexan, opatentowany doustny preparat z olejku lawendowego, przebadano w serii dużych, podwójnie zaślepionych badań z grupą kontrolną otrzymującą placebo. Kasper i współpracownicy (2014) porównali go z placebo i paroksetyną, popularnym lekiem z grupy SSRI, u 539 dorosłych z uogólnionym zaburzeniem lękowym, obserwując skuteczność istotnie przewyższającą placebo, wraz z poprawą jakości życia związanej ze zdrowiem.

Metaanaliza Dolda i współpracowników (2023), oparta na pięciu takich próbach i 1213 uczestnikach, potwierdziła istotną przewagę Silexanu nad placebo w skali lęku Hamiltona, ze wskaźnikiem odpowiedzi na leczenie wyższym o 34 procent i oceną poprawy klinicznej wyższą o 51 procent, a także w kwestionariuszu jakości życia SF-36, obejmującym zarówno zdrowie fizyczne, jak i psychiczne, przy braku istotnych różnic w częstości działań niepożądanych (Dold et al., 2023). To jedne z najsolidniejszych danych, jakie w ogóle istnieją dla jakiejkolwiek formy pracy z olejkiem lawendowym.

Uczciwość wymaga jednak zaznaczenia, że to zupełnie inna interwencja niż zapalenie świeczki czy kilka kropli w dyfuzorze. Silexan to znormalizowany produkt farmaceutyczny, przyjmowany doustnie w ściśle określonej dawce, a nie wdychiwany w niekontrolowanym stężeniu z powietrza pokoju. Przenoszenie tych wyników wprost na inhalacyjną aromaterapię, tak jak zwykle się ją rozumie, byłoby nadużyciem, choć rozumiem pokusę, by właśnie tak je odczytać.

Realny efekt czy potęga oczekiwań

Skoro mowa o mechanizmie, warto zapytać wprost, co się dzieje, gdy zapach faktycznie działa. Herz (2009), w obszernym przeglądzie osiemnastu badań spełniających surowe kryteria metodologiczne, doszła do wniosku, że wiarygodne dowody na wpływ zapachów na nastrój, fizjologię i zachowanie istnieją, ale wyjaśnienie psychologiczne, oparte na uczeniu się skojarzeń i oczekiwaniach, okazało się bardziej spójne niż wyjaśnienie czysto farmakologiczne, odwołujące się do bezpośredniego działania związków chemicznych na mózg.

Warto rozumieć, na czym w ogóle miałaby polegać ta druga, farmakologiczna możliwość, bo nie jest to twierdzenie wzięte z powietrza. Włókna nerwu węchowego biegną od nabłonka w nosie wprost do opuszki węchowej, a stamtąd do ciała migdałowatego i hipokampa, z pominięciem wzgórza, przez które przechodzą sygnały ze wszystkich pozostałych zmysłów. To rzeczywiście najkrótsza droga między bodźcem z otoczenia a strukturami odpowiedzialnymi za emocje, jakiej dostarcza nasza fizjologia, i to na tym argumencie opiera się nadzieja, że lotne związki chemiczne z olejków eterycznych mogłyby działać niezależnie od tego, czy ktoś się ich w ogóle spodziewa.

Chamine i Oken (2015) sprawdzili to bezpośrednio w eksperymencie z 81 dorosłymi, którym podawano zapach aktywny albo jeden z dwóch wariantów placebo, wykrywalny lub niewykrywalny węchowo, w połączeniu z sugestią słowną, że zapach obniża stres, albo bez takiej sugestii. Sam zapach nie dawał żadnego specyficznego efektu na poziom stresu ani na wyniki zadania poznawczego wymagającego uwagi. Za to sama sugestia, że coś powinno zadziałać uspokajająco, wpływała na czas reakcji i zapis aktywności elektrycznej mózgu po stresującym zadaniu (Chamine & Oken, 2015). Innymi słowy, przekonanie, że zapach pomoże, potrafiło zrobić więcej niż sam zapach.

Nie oznacza to, że aromaterapia jest wyłącznie placebo w ładnym opakowaniu. Oczekiwanie i rytuał to realne mechanizmy psychologiczne, o mierzalnych skutkach dla samopoczucia, a nie jakiś fałszywy dodatek do prawdziwego efektu. Jako psychoterapeuta traktuję to jako coś więcej niż ciekawostkę: to przypomnienie, że spora część tego, co pomaga ludziom poczuć się lepiej, działa przez sens i kontekst, jaki sami nadajemy danej czynności, a nie wyłącznie przez jej skład chemiczny.

Nastrój i sen: obietnice na cieńszym lodzie

Jeśli chodzi o depresję, dowody są znacznie skromniejsze niż w przypadku lęku. Pierwszy przegląd Yima i współpracowników (2009) objął zaledwie sześć badań, z których większość nie spełniała kryteriów prawdziwie randomizowanej próby. Osiem lat później Sánchez-Vidaña i współpracownicy (2017) zaktualizowali ten przegląd, znajdując już dwanaście randomizowanych badań, i stwierdzili, że masaż aromaterapeutyczny działał na objawy depresyjne skuteczniej niż sama inhalacja (Sánchez-Vidaña et al., 2017). To wyraźny postęp, ale wciąż mowa o dziedzinie na wcześniejszym etapie badań niż lęk.

Podobnie bywa ze snem. Her i Cho (2021) w metaanalizie badań nad dorosłymi i osobami starszymi wykazali, że forma podania olejku miała znaczenie: masaż dawał wyraźnie większy efekt na jakość snu niż sama inhalacja, a częstsze sesje w krótszym okresie działały lepiej niż rzadkie, długo rozciągnięte w czasie interwencje. Trzeba jednak uczciwie dodać, że po skorygowaniu wyniku o prawdopodobne obciążenie publikacyjne, czyli tendencję do publikowania głównie wyników pozytywnych, zbiorczy efekt na jakość snu zmniejszył się z dużego, na poziomie g równego 0,60, do znacznie skromniejszego, na poziomie 0,26, choć wciąż istotnego statystycznie (Her & Cho, 2021). To dobry przykład tego, dlaczego warto pytać nie tylko, czy coś działa, ale ile dokładnie i jak pewne jest to oszacowanie.

Osobny, dość mocny wynik dotyczy nie pojedynczych objawów, lecz jakości życia u pacjentów onkologicznych. Kang i współpracownicy (2024), analizując piętnaście badań, wykazali korzystny wpływ aromaterapii na jakość życia tej grupy pacjentów, z umiarkowaną wielkością efektu, choć nie potwierdzili istotnego statystycznie działania przeciwbólowego (Kang et al., 2024). Zauważyli przy tym, że poprawa jakości życia była szczególnie widoczna, gdy aromaterapię łączono z masażem, a nie stosowano jej w samej inhalacji, co spójnie łączy się z tym, co Her i Cho zaobserwowali w kontekście snu.

Jest jeszcze jedna sprawa, o którą pytają mnie czasem wprost osoby w trakcie konsultacji: bezpieczeństwo. Olejki eteryczne w wysokim stężeniu mogą podrażniać skórę i drogi oddechowe, część z nich, zwłaszcza cytrusowe, zwiększa wrażliwość skóry na słońce, a u małych dzieci, kobiet w ciąży i osób z astmą warto zachować dodatkową ostrożność, najlepiej po rozmowie z lekarzem, zanim wprowadzi się je na stałe do domu. W żadnym z opisanych wyżej badań nie odnotowano poważnych działań niepożądanych, ale niewielka liczba uczestników i krótki czas trwania większości prób nie pozwalają wykluczyć rzadkich powikłań.

Zanim sięgniesz po olejek

Z tego wszystkiego wynikają dla mnie trzy praktyczne wnioski, o które pytają mnie czasem osoby korzystające z konsultacji online, gdy przy okazji rozmowy o lęku czy bezsenności pojawia się wątek olejków eterycznych. Pierwsze: aromaterapia najlepiej sprawdza się jako dodatek do właściwego leczenia, a nie jego zamiennik, zwłaszcza przy nasilonych zaburzeniach lękowych czy depresyjnych, gdzie psychoterapia i, jeśli trzeba, farmakoterapia mają nieporównanie mocniejsze oparcie w badaniach. Drugie: forma ma znaczenie, bo masaż z olejkiem wypada w badaniach konsekwentnie lepiej niż sama inhalacja, co może wynikać tyleż z samego zapachu, co z dotyku i uwagi towarzyszącej takiemu zabiegowi. Trzecie: jeśli rytuał z dyfuzorem czy świecą pomaga wyciszyć się wieczorem, nie ma powodu z niego rezygnować tylko dlatego, że część efektu bierze się z oczekiwania, a nie z samej chemii olejku, bo oczekiwanie jest tak samo prawdziwym mechanizmem psychologicznym jak każdy inny.

Zapach jako rytuał

Wracam do wieczoru, od którego zacząłem. Ten moment ulgi przy zapalonej świecy nie jest iluzją, ale też nie jest dowodem na to, że konkretny olejek eteryczny leczy lęk czy bezsenność. Podczas konsultacji słyszę czasem, jak ktoś opowiada o swoim rytuale wieczornym, w którym olejek lawendowy jest jednym z kilku elementów obok przygaszonego światła, odłożonego telefonu i kilku minut ciszy przed snem. Trudno w takich sytuacjach oddzielić, co dokładnie działa, i chyba nie zawsze trzeba. Czasem wystarczy wiedzieć, że rytuał ma sens, nawet jeśli nauka wciąż spiera się o to, ile jest w nim chemii, a ile nas samych.

Bibliografia

Chamine, I., & Oken, B. S. (2015). Expectancy of stress-reducing aromatherapy effect and performance on a stress-sensitive cognitive task. Evidence-Based Complementary and Alternative Medicine, 2015, artykuł 419812.

Cooke, B., & Ernst, E. (2000). Aromatherapy: A systematic review. British Journal of General Practice, 50(455), 493–496.

Dold, M., Bartova, L., Volz, H. P., Seifritz, E., Möller, H. J., Schläfke, S., & Kasper, S. (2023). Efficacy of Silexan in patients with anxiety disorders: A meta-analysis of randomized, placebo-controlled trials. European Archives of Psychiatry and Clinical Neuroscience, 273(7), 1615–1628.

Gong, M., Dong, H., Tang, Y., Huang, W., & Lu, F. (2020). Effects of aromatherapy on anxiety: A meta-analysis of randomized controlled trials. Journal of Affective Disorders, 274, 1028–1040.

Her, J., & Cho, M. (2021). Effect of aromatherapy on sleep quality of adults and elderly people: A systematic literature review and meta-analysis. Complementary Therapies in Medicine, 60, artykuł 102739.

Herz, R. S. (2009). Aromatherapy facts and fictions: A scientific analysis of olfactory effects on mood, physiology and behavior. International Journal of Neuroscience, 119(2), 263–290.

Kang, H., Lee, Y., & Kim, M. (2024). Effects of aromatherapy on quality of life and pain in patients with cancer: A meta-analysis. Journal of Pain and Symptom Management. Publikacja online przed drukiem.

Kasper, S., Gastpar, M., Müller, W. E., Volz, H. P., Möller, H. J., Schläfke, S., & Dienel, A. (2014). Lavender oil preparation Silexan is effective in generalized anxiety disorder: A randomized, double-blind comparison to placebo and paroxetine. International Journal of Neuropsychopharmacology, 17(6), 859–869.

Lee, Y. L., Wu, Y., Tsang, H. W., Leung, A. Y., & Cheung, W. M. (2011). A systematic review on the anxiolytic effects of aromatherapy in people with anxiety symptoms. The Journal of Alternative and Complementary Medicine, 17(2), 101–108.

Lehrner, J., Eckersberger, C., Walla, P., Pötsch, G., & Deecke, L. (2000). Ambient odor of orange in a dental office reduces anxiety and improves mood in female patients. Physiology & Behavior, 71(1–2), 83–86.

Sánchez-Vidaña, D. I., Ngai, S. P., He, W., Chow, J. K., Lau, B. W., & Tsang, H. W. (2017). The effectiveness of aromatherapy for depressive symptoms: A systematic review. Evidence-Based Complementary and Alternative Medicine, 2017, artykuł 5869315.

Yim, V. W. C., Ng, A. K. Y., Tsang, H. W. H., & Leung, A. Y. (2009). A review on the effects of aromatherapy for patients with depressive symptoms. Journal of Alternative and Complementary Medicine, 15(2), 187–195.

Podziel się z innymi