Różne rodzaje sensu. Do czego właściwie jest nam potrzebny?

poczucie sensu
Podziel się z innymi

„Sens” to jedno z tych słów, które rozumie każdy, dopóki nikt nie zapyta wprost, o co właściwie chodzi. Mówimy, że jakieś zdarzenie „nabrało sensu”, że czyjeś życie „ma sens”, albo że praca wykonywana od lat „nie ma najmniejszego sensu”. W każdym z tych zdań słowo brzmi identycznie, ale odnosi się do czegoś innego.

Psychologowie, którzy badają to zjawisko systematycznie od końca lat osiemdziesiątych, doszli do podobnego wniosku: potoczne „sens” jest w istocie parasolem rozciągniętym nad kilkoma różnymi procesami psychicznymi, które łączy niewiele więcej niż sama nazwa.

To rozróżnienie nie jest akademicką zabawą w słowa. Od tego, o którym rodzaju sensu mówimy, zależy, czy rozumiemy, co faktycznie dolega komuś, kto podczas konsultacji mówi, że „nic już nie ma sensu”, i czy sięgamy po właściwą pomoc. Psychologia sensu uporządkowała to pole wokół dwóch pytań. Pierwsze dotyczy poziomu: czy mówimy o sensie całego życia, czy o sensie jednego zdarzenia, o czymś ogólnym, czy o czymś konkretnym. Drugie dotyczy jego charakteru: czy sens jest sprawą rozumu, czy sprawą uczucia. Do tego dochodzi jeszcze pytanie, które psychologię interesuje najbardziej praktycznie: po co w ogóle jest nam ten sens potrzebny i co realnie zmienia jego obecność albo brak. Zacznijmy od poziomów.

Sens życia i sens zdarzenia: dwa poziomy jednej mapy

Park i Folkman (1997) jako pierwsi systematycznie rozdzielili dwa poziomy sensu, wcześniej mieszane w jednym pojęciu. Rozróżnienie to narodziło się z konkretnej potrzeby badawczej: wcześniejsze prace nad radzeniem sobie ze stresem posługiwały się słowem sens tak niejednoznacznie, że wyniki różnych zespołów trudno było ze sobą porównać, dlatego autorzy zaproponowali ramę, w której zjawisko dało się w ogóle systematycznie badać. Sens globalny, czasem nazywany też ogólnym, to nadrzędny system przekonań, celów i wartości, przez który interpretujemy świat: przekonanie, że rzeczywistość jest w jakiejś mierze sprawiedliwa, że mamy wpływ na własne życie, że jesteśmy kimś konkretnym. Sens sytuacyjny, konkretny, to natomiast znaczenie przypisywane pojedynczemu doświadczeniu, temu, jak oceniamy dane zdarzenie, na ile jest groźne, na ile możliwe do opanowania, czemu je przypisujemy. Trzynaście lat później Park (2010), w obszernym przeglądzie literatury na ten temat, doprecyzowała ten model, dodając rozróżnienie między samym procesem „tworzenia sensu” a jego efektem, „sensem już utworzonym”: to pierwsze jest wysiłkiem, drugie jego rezultatem, a osoba może latami trwać w tym pierwszym, nie docierając do drugiego.

Zgodność między poziomem globalnym i sytuacyjnym wraca na dwa sposoby. Można zmienić interpretację samego zdarzenia, tak by zmieściło się w dotychczasowym obrazie świata, to tak zwana asymilacja, albo zmienić sam obraz świata, tak by uwzględniał to, co się stało, to akomodacja. Osoba, która wierzyła, że uczciwa praca zawsze się opłaca, a straciła stanowisko mimo lat sumiennego wysiłku, musi w końcu wybrać jedno z dwojga: albo znajdzie sposób, by utrzymać dawne przekonanie, „to był wyjątek, kwestia jednego złego przełożonego”, albo zrewiduje coś głębszego w swoim rozumieniu sprawiedliwości świata. Właśnie to rozróżnienie stoi za tym, co wyżej nazwałem sensem życia i sensem zdarzeń: pierwszy jest mapą, drugi pojedynczą trasą na tej mapie, a odczuwany kryzys pojawia się najczęściej wtedy, gdy trasa przestaje zgadzać się z mapą, nie wtedy, gdy mapa jest po prostu pusta.

Rozum i uczucie: sens poznawczy a sens emocjonalny

Drugi podział przecina ten pierwszy pod innym kątem i dotyczy nie poziomu, lecz charakteru samego przeżycia. Reker i Wong (1988) zaproponowali, że osobisty sens składa się z co najmniej trzech powiązanych składników: poznawczego, czyli jasnego rozumienia własnych doświadczeń, motywacyjnego, czyli systemu celów i wartości, oraz afektywnego, satysfakcji i spełnienia, które wypływają z przeżyć uznanych za znaczące. Blisko trzydzieści lat później Martela i Steger (2016) uporządkowali to jeszcze precyzyjniej, wyróżniając spójność, cel i doniosłość jako trzy odrębne, choć powiązane znaczenia, jakie ludzie przypisują słowu sens. Spójność to składnik najbardziej poznawczy: poczucie, że świat i własne doświadczenie da się zrozumieć, że rzeczy łączą się w logiczny wzór. Cel siedzi pomiędzy rozumem i działaniem, to posiadanie nadrzędnych celów i kierunku, wokół których organizuje się codzienność. Doniosłość jest najbliższa stronie emocjonalnej: to przekonanie, i idące za nim doświadczenie, że życie ma wartość i warto je przeżywać, niezależnie od tego, czy człowiek jest w stanie to logicznie uzasadnić.

Emocjonalny biegun sensu nie jest tylko teoretyczną etykietą, ma bardzo konkretne, zmierzone poparcie. King i współpracownicy (2006), w serii sześciu badań, wykazali, że nastrój pozytywny silniej przewiduje odczuwany sens życia niż to, ile realnego postępu robimy w realizacji własnych celów. W jednym z tych badań, opartym na dziennikach prowadzonych przez pięć dni, to właśnie nastrój danego dnia, nie czas poświęcony na cele, najlepiej przewidywał, czy dany dzień zostanie odczuty jako sensowny. Jedno z możliwych wyjaśnień: pozytywne emocje poszerzają pole uwagi, dzięki czemu łatwiej zobaczyć, jak drobne, codzienne czynności łączą się w szerszy obraz własnego życia. Warto jednak zaznaczyć, że są to dane głównie korelacyjne i krótkoterminowe: ten sam zespół, badając zależność między nastrojem a sensem życia w odstępie dwóch lat, nie znalazł żadnego wzajemnego wpływu w czasie, co sugeruje, że nastrój i sens splatają się w danym momencie, a nie napędzają się nawzajem na dłuższą metę.

Z klinicznego punktu widzenia to rozróżnienie ma realne znaczenie. Zdarza się osoba, której życie w pełni się „układa”: kariera zaplanowana, wartości jasne, decyzje logicznie uzasadnione, a mimo to nic z tego nie jest odczuwane jako ważne, satysfakcja nie nadchodzi. Zdarza się i odwrotność: relacje ciepłe, codzienność przyjemna, a jednak całość nie trzyma się razem w żadną zrozumiałą historię. W pierwszym przypadku brakuje bieguna emocjonalnego sensu, w drugim poznawczego, a to zupełnie inne braki, choć potoczny język nazwie je tym samym słowem.

Po co nam to wszystko? Funkcje sensu

Skoro sens rozpada się na tyle odmian, trzeba zapytać, po co w ogóle jest nam potrzebny, jaką pracę psychiczną wykonuje. Baumeister (1991), na podstawie przeglądu badań z zupełnie różnych dziedzin, od religii przez pracę do żałoby, zaproponował, że poczucie sensu opiera się na zaspokojeniu czterech odrębnych potrzeb. Pierwsza to potrzeba celu: bieżące działania nabierają znaczenia dzięki temu, że prowadzą ku czemuś w przyszłości. Druga to potrzeba wartości i usprawiedliwienia: chcemy wiedzieć, że nasze postępowanie da się moralnie obronić. Trzecia to potrzeba skuteczności: przekonanie, że mamy wpływ na własne życie, nawet jeśli to poczucie wpływu bywa częściowo iluzoryczne. Czwarta to potrzeba własnej wartości, poczucia, że jesteśmy kimś, kto zasługuje na pozytywną ocenę. Sens życia, zdaniem Baumeistera, nie jest jedną rzeczą do zdobycia raz na zawsze, lecz stanem, który utrzymuje się tak długo, jak te cztery potrzeby są w miarę zaspokojone, a jego brak najczęściej sygnalizuje, że któraś z nich akurat nie jest zaspokojona, nie że wszystkie zawiodły naraz.

W praktyce te cztery potrzeby bywają zaspokajane nierówno, i to właśnie te nierówności najczęściej stoją za poczuciem, że „mam wszystko, a czegoś mi brakuje”. Osoba, która odniosła wyraźny sukces zawodowy, ma poczucie skuteczności i wysoką samoocenę, może mimo to odczuwać pustkę, jeśli jej codzienne działania nie prowadzą już ku żadnemu nowemu celowi, potrzeba celu została zaniedbana, choć trzy inne są w pełni zaspokojone. U kogoś innego bywa odwrotnie: cel jest jasny, wartości spójne, lecz wieloletnia choroba odebrała poczucie wpływu na własne życie, i to właśnie brakująca skuteczność najsilniej podkopuje ogólne poczucie sensu.

Skutki, które da się zmierzyć

Steger i współpracownicy (2006) są autorami najczęściej dziś używanego kwestionariusza do pomiaru sensu życia, przetłumaczonego już na kilkadziesiąt języków, w tym polski. Rozróżnili przy tej okazji jeszcze jedną parę zjawisk, obecność sensu i poszukiwanie sensu, i pokazali, że mają one przeciwne skutki. Wyższa obecność sensu wiąże się z lepszym samopoczuciem psychicznym, niższym poziomem depresji i lęku. Samo poszukiwanie, gdy nie idzie w parze z jego znalezieniem, koreluje natomiast z ruminacją, nastawieniem skoncentrowanym na przeszłych niepowodzeniach i wyższym poziomem neurotyczności. Nie znaczy to, że szukanie sensu jest z natury szkodliwe, korelacja nie jest tu przyczyną, ale sugeruje, że sam proces poszukiwania bywa dla wielu ludzi doświadczeniem obciążającym, a nie neutralnym krokiem po drodze.

Nie oznacza to jednak, że sens jest dobrem rzadkim, dostępnym tylko nielicznym. Heintzelman i King (2014), analizując dane z sześciu reprezentatywnych badań ankietowych przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych oraz wyniki dwóch popularnych skal pomiaru sensu, dochodzą do wniosku odwrotnego niż podsuwa intuicja karmiona egzystencjalną literaturą: większość ludzi ocenia swoje życie jako sensowne, wyraźnie powyżej środka skali. Sens ma najpewniej funkcję adaptacyjną, jest czymś na tyle podstawowym dla przetrwania, że nie powinien być rzadkością, podobnie jak nie jest rzadkością głód czy potrzeba snu.

Skutki sensu wykraczają przy tym poza samo samopoczucie psychiczne. Czekierda i współpracownicy (2017), część zespołu związana z Uniwersytetem SWPS we Wrocławiu, w obszernej metaanalizie badań na ten temat, wykazali, że wyższy sens życia wiąże się z lepszym zdrowiem fizycznym. Trzeba jednak dodać, że związek ten był wyraźnie silniejszy dla subiektywnych wskaźników zdrowia, tego, jak ktoś ocenia własne samopoczucie, niż dla wskaźników obiektywnych, takich jak konkretne choroby. Sens pomaga nam raczej czuć się zdrowiej, niż realnie chroni przed każdą chorobą, choć obie zależności utrzymują się w danych.

Najbardziej dosłowny, policzony w latach życia dowód na znaczenie sensu dostarczyli Boyle i współpracownicy (2009), korzystając z danych dwóch amerykańskich badań longitudinalnych, Rush Memory and Aging Project oraz Minority Aging Research Study. W badaniu obejmującym 1238 starszych osób bez otępienia, obserwowanych do pięciu lat, ryzyko zgonu wśród osób z najwyższym poczuciem celu w życiu, mierzonym na początku badania, było o około 43 procent niższe niż wśród osób z najniższym poczuciem celu, po uwzględnieniu wieku, płci, wykształcenia i rasy. Efekt nie słabł nawet po dodaniu do modelu symptomów depresyjnych, niepełnosprawności, neurotyczności, liczby chorób przewlekłych i dochodu, więc nie chodziło o to, że osoby z poczuciem celu były po prostu mniej przygnębione albo zdrowsze z innych powodów.

Rozróżnienia, które psychologia sensu wypracowała przez ostatnie kilkadziesiąt lat, mają też praktyczne zastosowanie. Komuś, kto mówi, że „nic nie ma sensu”, dobrze najpierw zadać kilka pytań o to, na jakim poziomie ten brak się właściwie rozgrywa, zamiast od razu zakładać, że sprawa jest jedna i taka sama dla każdego. Pierwsze: dotyczy to jednego bolesnego zdarzenia, które nie chce się złożyć w spójną historię, czy raczej całego dotychczasowego obrazu życia? Jeśli chodzi o zdarzenie, praca skupia się na tworzeniu sensu w rozumieniu Park i Folkman, na próbie odnalezienia zgodności między tym, co się stało, a tym, w co się dotąd wierzyło. Drugie: brakuje raczej zrozumienia, poczucia, że coś się układa w logiczną całość, czy raczej odczucia, że którekolwiek z tego faktycznie ma znaczenie? To rozstrzyga, czy pracować bliżej strony poznawczej, czy emocjonalnej sensu. Trzecie: czy któraś z czterech potrzeb: celu, wartości, skuteczności czy własnej wartości, akurat nie jest zaspokajana, mimo że pozostałe trzy trzymają się nieźle? Precyzyjniejsze pytanie zwykle prowadzi do precyzyjniejszej pomocy.

Wracam do pytania z tytułu. Podczas konsultacji słyszę czasem zdanie „nic już nie ma sensu”, wypowiedziane tak, jakby chodziło o jedną, niepodzielną rzecz, która się po prostu skończyła. Rzadko jednak chodzi o jedno. Czasem to konkretne zdarzenie nie chce się dopasować do reszty życia, czasem cała mapa przestała działać, czasem rozum wciąż układa fakty w logiczną całość, tylko serce przestało za tym nadążać. Rozpisanie sensu na te kilka odmian nie odbiera mu wagi. Pozwala tylko dokładniej zapytać, czego naprawdę brakuje, zamiast szukać jednego leku na coś, co od początku było kilkoma różnymi sprawami. Czasem to jedyny sposób, by komukolwiek realnie pomóc.

Bibliografia

Baumeister, R. F. (1991). Meanings of life. Guilford Press.

Boyle, P. A., Barnes, L. L., Buchman, A. S., & Bennett, D. A. (2009). Purpose in life is associated with mortality among community-dwelling older persons. Psychosomatic Medicine, 71(5), 574–579.

Czekierda, K., Banik, A., Park, C. L., & Luszczynska, A. (2017). Meaning in life and physical health: Systematic review and meta-analysis. Health Psychology Review, 11(4), 387–418.

Heintzelman, S. J., & King, L. A. (2014). Life is pretty meaningful. American Psychologist, 69(6), 561–574.

King, L. A., Hicks, J. A., Krull, J. L., & Del Gaiso, A. K. (2006). Positive affect and the experience of meaning in life. Journal of Personality and Social Psychology, 90(1), 179–196.

Martela, F., & Steger, M. F. (2016). The three meanings of meaning in life: Distinguishing coherence, purpose, and significance. The Journal of Positive Psychology, 11(5), 531–545.

Park, C. L. (2010). Making sense of the meaning literature: An integrative review of meaning making and its effects on adjustment to stressful life events. Psychological Bulletin, 136(2), 257–301.

Park, C. L., & Folkman, S. (1997). Meaning in the context of stress and coping. Review of General Psychology, 1(2), 115–144.

Reker, G. T., & Wong, P. T. P. (1988). Aging as an individual process: Toward a theory of personal meaning. In J. E. Birren & V. L. Bengtson (Eds.), Emergent theories of aging (pp. 214–246). Springer.

Steger, M. F., Frazier, P., Oishi, S., & Kaler, M. (2006). The Meaning in Life Questionnaire: Assessing the presence of and search for meaning in life. Journal of Counseling Psychology, 53(1), 80–93.

Podziel się z innymi